Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 852 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
STATYSTYKI GOOGLE -
1 313 827

Zdjęcia w galeriach.


JAK ZROBIĆ DOBRĄ FOTOGRAFIĘ - JAK KORZYSTAĆ WYJĄTKOWO Z APARATU

wtorek, 25 lutego 2014 14:44

Całkiem niedawno tu na blogu chwaliłam się swoim urodzinowym prezentem :-) nowym aparatem Nikon D5100, po publikacji DEGUSTACJI PIKSELOWYCH, które wywołały wiele kontrowersji dotyczących ustawień mojego aparatu, poznałam opinie innych fotografów, stąd i powstał pomysł na ten artykuł.

 

O Fotografii na moją prośbę, specjalnie do tego artykułu, opowiadać będzie Marcin Toczyłowski- fotograf z zamiłowania, człowiek, który pokochał fotografię w taki sposób, że nie tylko robi świetne zdjęcia, ale potrafi również o niej ciekawie, w zabawny sposób opowiadać.

 

1938016_907606555935668_2124162985_n.jpgAutor zdjęcia: Marcin Toczyłowski

 

 

 

Marcinie, czym jest więc według Ciebie FOTOGRAFIA?

 

Technicznie rzecz biorąc jest to naniesienie światła na materiał światłoczuły (błona filmowa, matryca).

Cały pic polega na tym, jak to zrobimy.

 

Na początku bardzo pomaga zrozumienie zachowań światła. Co na nie wpływa, dlaczego, kiedy.. Coraz częściej w erze cyfrowych aparatów zrozumienie światła zwalamy na .. jak uważamy .. inteligentne oprogramowanie aparatów, które myśli za nas i samo się martwi, jak zrobić zdjęcie tak, aby było jak najlepsze w odbiorze. Tutaj zwróćmy uwagę, że jak najlepsze w odbiorze z technicznego zupełnie punktu widzenia rozumiane, jako poprawne ustawienie ostrości, balansu bieli i eliminację poruszenia.

Celujemy tym wielkim wystającym szkłem ( albo okienkiem ) w to, co chcemy sfocić, naciskamy odpowiedni przycisk i już po chwili cieszymy się widokiem pięknej naszym zdaniem fotografii na ekranie aparatu.

 

Takie rozwiązanie na tyle jest wygodne i na tyle spodobało się szerokiemu gronu odbiorców, że większość aparatów nie ma nawet możliwości manualnej korekcji ekspozycji (prześwietlenia lub niedoświetlenia zdjęcia).

No jasne - po jaką nam to cholerę skoro aparat sam sobie świetnie radzi? Otóż wchodzi w grę jeszcze jeden bardzo ciekawy czynnik - My. Fotografowie/fotoamatorzy/pasjonaci - jak zwał tak zwał.

 

W którymś momencie przestało być zabawne, że aparat robił co chciał mimo, iż z reguły wynik ciężko pracującego procesora robiącego co tylko może, aby ogarnąć te wszystkie światełka w pubie ze znajomymi był satysfakcjonujący.

 

Jak z samochodem, który zawsze trzyma się drogi. Co jeżeli chcemy zjechać na pobocze, w polną drogę, popatrzeć w inną stronę?

 

Aparat zawsze jak było ciemniej błyskał przepalając pierwszy plan, nie doświetlając plan drugi i ogólnie spłaszczając okropnie kadr/zdjęcie, które przecież jak się na to patrzyło poza aparatem było wspaniałe.

 

Uśmiechnięte moczy mordki z piwnym oddechem stały się tak samo płaskie i białe. Nie no.. pamiątka jest. Teraz wiem, że wystarczyłoby ustawić te ich mordki w stronę światła, podnieść czułość, przestawić balans bieli, skrócić czas migawki, aparat ustabilizować kładąc go np na blat stolika, krawędź krzesła i już wydobywamy piękną głębię tamtego momentu. To jest tak zwane światło zastane - czyli użyliśmy tego co już jest nie tworząc dodatkowego błysku. Zasada stara jak fotografia ( no może poza czułością, bo ta zależała od czułości błon i balansem bieli, bo w fotografii analogowej nie dało się tego zmienić bez odpowiednich kolorowych filtrów zakładanych na obiektyw i/lub lampę ), której w popularnych kompaktach zostaliśmy brutalnie na własne życzenie pozbawieni.

 

Nieco lepiej jest w lustrzankach i niektórych bezlusterkowcach z wymienną optyką. Tutaj już częściej mamy możliwość ręcznej korekty ekspozycji i producenci z łaski swojej pozwolili nam panować nad fotografią dając nam P A S M.... M - to w tym przypadku tryb manualny, gdzie wszystko od lampy przez przysłonę, czas migawki, czułość matrycy, balans bieli i punkt autofocusu musimy sobie ustawić sami nie pozwalając, aby jakiś tam procesor nie wiedząc, co chcemy zrobić, ustawiał po swojemu wszystko na podstawie czystych matematycznych wzorów, zwanych histogramem. Dlatego często i gęsto ludzie z lustrzankami uważają się za świetnych fotografów i nie rozumiejąc co i do czego jest klepią zdjęcia w trybie automatycznym powtarzając ten sam błąd, jak w przypadku kompaktów.

 

Automacik i jedziemy tym samochodem dalej tylko prosto mając już wygodniejszy w tym samochodzie fotel oraz lepsze nagłośnienie.

 

 

Co zatem powinniśmy zrobić, aby zdjęcie było jak najlepsze?

 

Po pierwsze inwentaryzacja. Śmiesznie trochę to brzmi, lecz w tym przypadku chodzi o światło – skąd pochodzi, jakie jest i jaką ma barwę. Rozwiązanie tego jednego problemu już pozwoli nam robić lepsze zdjęcia. Często nie myślimy o świetle tylko bierzemy nasz kochany aparat w odpowiednim momencie i po prostu walimy jakkolwiek. Efekt tego jaki jest każdy widzi, akceptuje i się cieszy, że będziemy mieli co wrzucić na Facebooka.

Otóż nie. 5 sekund wystarczy nam, aby zdjęcie zrobić lepsze. 1. Wystarczy się przestawić. Najlepiej tak, aby główne źródło światła ( okno, słońce, żyrandol, szwagier z latarką ), znajdowało się za naszymi plecami i trochę z boku.

 

 

Jak powinno według Ciebie wyglądać kadrowanie, obcinanie zdjęć? Ma to jakieś szczególne znaczenie?

 

Kadrowanie… To bardzo ciekawa rzecz. Jeden z głównych elementów, który świadczy o odbiorze zdjęcia. Niby wszystko ok, nasze dziecko na zdjęciu uśmiechnięte ładnie, ale …. Coś nam jednak nie halo. Chodzi o kompozycję fotografii. Z malarstwa się wzięły tak zwane mocne punkty na zdjęciu. Dzielimy zdjęcie na 6 identycznych prostokątów dwoma poziomymi i dwoma pionowymi liniami.

 

Tam gdzie się łączą linie powinny być główne elementy fotografii. Krzaczek na pierwszym planie, latarnia lub chmurka nad morzem, nasze dzieciątko, oko portretowanej osoby lub podniesione kufle naszych moczy mordek z pubu. Łamanie tej zasady jest, jak najbardziej wskazane, jak ktoś wie co chce osiągnąć, ale nie o tym w kadrowaniu chciałem pisać. Chciałem napisać o zejściu do poziomu fotografowanej osoby, obiektu oraz oddechu zdjęcia.

 

Przez większość czasu, w którym jesteśmy aktywni (nie śpimy) i nie obijamy się fascynując się pęknięciami na suficie, w pracy patrzymy na świat na wprost. Głowa prosto, wzrok przed siebie. Nie chodzimy z głową w chmurach patrząc na świat z dołu, ani jak po końskiej dawce uspokajających leków patrząc non-stop pod własne nogi z głową w dół.

 

Pozycja na wprost jest dla nas najbardziej naturalna. Kiedy moczy mordki opowiadają kolejny głupi kawał, z którego z grzeczności się śmiejemy siedzimy na wprost.

 

Kiedy nasze 3 letnie dziecko do nas biegnie z uśmiechem kucamy do niego. Teraz pora na oddech. Za ciasno skadrowane, za luźno skadrowane. Wzrok osoby patrzy na nas – nie przejmujemy się przestrzenią zbytnio. Wszędzie niech będzie tak samo. Ktoś patrzy w lewo – niech pojawi się tam trochę miejsca więcej niż zanim. Ktoś patrzy w prawo – to niech na zdjęciu będzie więcej prawej strony.

 

Aha – i nie tniemy kadrem na stawach, czyli łokciu, kolanie, nadgarstku itp. tylko w połowie np. uda. Nie wiem dlaczego, ale jest to źle odbierane. Nadmiar oddechu to takie coś co się pojawia jak z reguły jesteśmy zbyt daleko. Fajne zdjęcie a dookoła pełno bzdur albo co gorsza nic. Kiedyś gdzieś przeczytałem coś, gdzie jakiś znany (mam nadzieję, że w tym się u niego nic nie zmieniło) rzeźbiarz napisał na odpowiedź, jak tworzy tak piękne rzeźby: „ Biorę kawałek drewna i odrzucam wszystko co jest niepotrzebne” .

 

Należy więc:

2. Schylić się zachowując względny poziom z obiektem fotografowanym.

3. Odciąć wszystko co niepotrzebne. Niech zoom do czegoś się w końcu przyda.

 

Chciałbym jeszcze wspomnieć o obróbce fotografii. Bardzo ciekawy i kontrowersyjny temat. Wiele osób uważa, że obróbka to oszustwo i okłamywanie widza... że fotografie powinny być naturalne takimi jakie je wypluł aparat. Uważam, że tak mówią osoby które nie mają o obróbce pojęcia.

Nikt nigdy nie powie: "nie umiem tego robić, więc moją niewiedzę zamienię w ideę". Otóż miłośnikiem czystej natury polecam nie malować się ( to do kobiet ), nie czesać, nie golić, nie myć, jedzenie jeść surowe i pić wodę z jeziora, nie brać leków i biegać nago po lesie. Ciekawe po jakim czasie odechciałoby się Wam natury. Obróbka w fotografii, tak samo jak wszystko potrafi być idealna, dobra, zła i przesadzona. Tak samo jak makijażem z pięknej kobiety można zrobić brzydulę i odwrotnie.

Fotografia jest jak nieupieczone i niedoprawione danie. Od nas zależy, jaki efekt chcemy uzyskać i obróbka jest właśnie tym przyprawianiem i gotowaniem tego całego mięsa. 

 

1654835_907606542602336_2038475071_n.jpg

Autor zdjęcia: Marcin Toczyłowski

Tu odesłanie do większej ilości prac autora fotografii

 

 

 

Dziękuję Marcinie za te wszystkie informacje, niech przysłużą się one nie tylko mnie, ale i wszystkim czytającym ten artykuł.

                                                                                Pozdrawiam

                                                                                      Mina Wetp

 

 

Skocz do poprzedniego artykułu:

POWRÓT, CZEKANIE, STRACH, UCZUCIE

 

Skocz do artykułów z serii:

FOTOGRAFIA


Podziel się
oceń
8
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

POWRÓT, CZEKANIE, STRACH, UCZUCIE

środa, 19 lutego 2014 15:24

 

Szkic do opowiadania Powrót.jpg
 

 

 

Wstając rano pośpiesznie włożyłam coś na siebie, bo czasu miałam niewiele. Mój mężczyzna miał przyjechać lada moment, w biegu przegryzałam kęs lekko przypalonej  grzanki, popijając to łykiem kawy, oblewając się przy tym i krzycząc: -Cholera, nie teraz!

 

 

Chciałam jeszcze przed jego przyjazdem kupić żółte tulipany, przygotować jakiś pyszny obiad, ale czas gonił niemiłosiernie!

 

 Wrzucając płaszcz na siebie, rozpięta wybiegłam z mieszkania,  ciemne poddasze starej kamienicy rzucało cień na przechodniów, a oni jakby wszyscy ze spuszczoną głową zamyśleni, spoglądali na swoje nogi nie wiadomo dlaczego.

 

Pobiegłam na bazar,  gdzie wkładając w rękę pieniądze jednej z kwiaciarek chwyciłam pęk tulipanów i pobiegłam dalej....

Po drodze szybko kupiłam butelkę czerwonego wina i znów biegiem wróciłam do domu...

 

Gotujący się kurczak w woku, unosił smakowity zapach po całym mieszkaniu, wystudzonym z tęsknoty. 

 

 

Rozkładając  na stole obrus myślałam, jak to będzie kiedy już się zobaczymy, kiedy spojrzymy sobie w oczy, przytulimy.

Wiem, że będą drżały mi ręce, wiem... że dotykając jego ust polecą mi łzy... lecz to wszystko ze szczęścia, że znów mam go przy sobie.

 

 

 

 ...

- Obiad nawet wyszedł,  jeszcze tylko kieliszki do wina postawić na stół i mogę wychodzić na spotkanie z nim, miał przylecieć koło 14 -stej, muszę się jeszcze przebrać, ale w co? W czym chciałabym mu się pokazać? W czym on chciałaby mnie zobaczyć?

 

Wyciągając sukienkę z szafy zobaczyłam, że nie mogę dopiąć w niej zamka, więc pomysł na założenie jej odpadał. 

- Niewiarygodne ukochany mężczyzna wraca, a ja nie mam co założyć, aby mu się podobać...

 

Cóż, znów wcisnęłam na tyłek dopasowane spodnie jeansowe, jakąś zwiewną bluzkę i skórzaną krótką kurtkę i tak właśnie z artystycznym nieładem na głowie postanowiłam rzucić mu się na szyję i złapać za jego pośladek. :-)  Oczywiście bez butów na wysokim obcasie nie wyszła bym z domu, a przynajmniej nie na lotnisko, nie mogłabym inaczej. Uwielbiam idąc w nich po ulicy słuchać tempa i odgłosu swych kroków, ten rytm obcasów jest..., jak bicie mego serca, chce go słyszeć, akcentować w ten sposób, że żyję!

 

Nie mogąc się pohamować z tych wszystkich wrażeń, postanowiłam wyjść już z domu, przejść się jeszcze po parku, łapiąc powietrze i tym uspokoić wewnętrzny niepokój,  myśląc o tym czy on dotrze bezpiecznie?

 

 

 

Na lotnisku spotkałam kolegę z dziewczyną, właśnie wracali z urlopu, zamieniając z nimi kilka słów, spoglądałam na boki, tak jakbym chciała ujrzeć już jego, niepotrzebnie, bo przecież jego samolot miał przylecieć nie wcześniej niż za godzinę.

Włożyłam do torby wychodząc notebookiem z myślą, że napiszę kolejny swój tekst, tym razem o czekaniu, o emocjach, potrzebach z tym związanych.   Każdy temat był dla mnie dobry, z jednym ważnym szczegółem, musiał być przepleciony mocno moimi emocjami,  wyrazistymi znakami mojej duszy, takimi, które nie tylko trafiają w umysł człowieka, ale odbijając się od niego wywołują falę myśli z tym związanych. Pisanie było dla mnie czymś niepohamowanym, nieograniczonym... 

Kiedy tylko miałam czas, wyciągałam z torby notatnik i pisałam, pisałam wszystko co mi przynosiły myśli, dlatego zawsze nosiłam go przy sobie.

 

Siedząc tak i pijąc herbatę w jakiejś kafejce, spoglądałam na ludzi przechodzących obok, myślałam o nim, jak mu tam było, czy spełnił swojej oczekiwania i tych co go do tej roboty zatrudnili. Czy udało mu się mile i twórczo spędzić ten czas? Czy pomyślał czasem o mnie?

 

 

 

Pisząc tak o odbiorze emocji, odbiorze zachowań różnych ludzi czekających na bliskich, o unoszącym się zapachu kawy zmieszanym z herbacianym oraz fali myśli, jakie przynosił mi ten czas siedząc tam i czekając na niego, zauważyłam, że samolot na który czekałam już wylądował. Wrzucając wszystko do torby pośpiesznym krokiem udałam się najbliżej, jak to tylko było możliwe. 

 

 Z mocnym biciem serca poprawiałam włosy i przeglądając się w lusterku szminkowałam usta tak, jak bym chciała zostawić jak najdłużej na jego twarzy, ustach, policzkach ślady swoich ust...

 

Czując to oczekiwanie wszystkich w powietrzu, ogarniał mnie coraz większy niepokój...

 

 

 

Gdy pasażerowie pojawili się na lotnisku, stałam tam jak wryta, tylko moje źrenice zmieniały swoje kierunki, odnotowując zmiany zachodzące dookoła, począwszy od koloru koszul, po kolor włosów, odbiór fal uśmiechu i barwy głosów rejestrujących się w mojej głowie, nadając tym rytm bicia mego serca, gdy myślałam o tym,  że zaraz zatonę w jego ramionach, w jego uścisku...

 

Od niepokoju do przymusowego wyciszenia, falowało moje podniecenie tej sytuacji, czułam tak ogromny gwar przechodzący obok mojego ciała, tak jak bym tam stała zupełnie dla nich niewidoczna.

Zamykając na moment oczy, chciałam wyobrazić sobie jego, że jest już przy mnie....

 

Widząc jego postać idącą w moją stronę,  uśmiechałam się ruszając też w jego kierunku.  Dotykając lekko mojej ręki przeszedł obok i poszedł dalej, tak jakby mnie nie widział.

Stałam tam jak wryta, nawet nie potrafiłam się odwrócić, czułam tylko, jak łzy poleciały mi po policzkach...

Pomyślałam, że to wszystko chyba mi się śni..., że to jakaś dziwna rzecz, która chce spowodować we mnie tą mieszankę uczuć, odczuć, aby dostrzec to w mocnych barwach, w mocnym smaku... - Tylko dlaczego teraz kiedy mój smutek dotyka mnie nie potrafię nic wydusić z siebie? Nie potrafię nawet odwrócić się i spojrzeć w jego stronę do kogo tak się oddalił?

 

 

 ******

Stałam tam jeszcze chwilę, zdejmując w pewnym momencie torebkę z ramienia, kładąc ją na podłodze usiadłam obok. Skuliłam się tak, jakbym chciała przenieść się gdzieś w inne miejsce, chowając się przed tym światem i tymi ludźmi, którzy na mnie spoglądali, zastanawiając się pewnie nad tym, co ja robię, co czuję?

 

 

Gdy usłyszałam krzyk,  podniosłam wzrok tak, jakby budząc się z tych myśli, wtedy ktoś dotknął mnie od tyłu i złapał mocno ściskając z całych sił.  Nie mogłam się ani odwrócić, ani poczuć smaku, czułam tylko coraz to mocniejszą potrzebę chęci uspokojenia w jego ramionach, - czyżby to był on?

 

Stojąc tak i trzymając mocno jego ręce splecione na moim brzuchu, bałam się puścić, by nie okazało się, że to ktoś inny.

Staliśmy tak dobre 5 minut, aż po chwili poczułam zimny dotyk ust na mojej szyi i głos szepczący mi do ucha: To ja, jestem, wróciłem, tak tęskniłem za tobą, mój ty Aniołku,  jesteś cudowna,  za wszystko, za myśli, za słowa, za całą siebie...Codziennie czytałem twoją korespondencje, ale nie mogłem odpisać, dałaś mi nią wiele radości i większej chęci do pracy, a teraz przytul się do mnie najmocniej jak potrafisz, daj mi w końcu tego wyczekanego buziaka, bo padnę tu z tęsknoty właśnie za tym!

 

 

- Tęskniłam!

 -Kocham Cię!

- Witaj!

 

 

 

 

 

Skocz do artykułów z serii: PREZENTACJE

 

 

Kontakt:

minawetp@wp.pl


Podziel się
oceń
10
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

KOLOROWE, CZARODZIEJSKIE TORTY- ZROBISZ TO SAMA Z MASĄ KŁIKOWĄ

poniedziałek, 17 lutego 2014 13:54

CZARODZIEJSKI TORT.jpg

 

 

W sobotę mój synek miał urodziny, zamówił sobie u mnie specjalnie na tę okazję, wynalezionego na You tubie torta.

 

CZARODZIEJSKI TORT TĘCZOWY.jpg

 

 

Gdy go zobaczyłam, sama od niego nie mogłam oderwać oczu, postanowiłam że spróbuję go odtworzyć, musiałam niestety do niego zamówić kilka rzeczy tj. zestawy kolorowych spożywczych farbek oraz kilka akcesorii do zdobienia tortów.

 

Zastanawiałam się jeszcze nad tym czy przed urodzinami zrobić jakąś próbę generalną, tak aby nie dać plamy w dzień urodzin, no i całe szczęście, bo 2 dni wcześniej, gdy upiekłam 3 ciasta kolorowe zwątpiłam, sugerowałam się wyglądem ciasta na tym filmie i dodałam przez tą jej gęstość na filmie, dużo więcej mąki niż to zawsze robiłam, niestety ciasto było zbyt twarde, ono nie może być takie gęste jak na tym filmiku, przynajmniej nie te ciasto biszkoptowe które ja zawsze robię do swoich tortów! Musiałam je wywalić, bo dodatkowo strasznie śmierdziało od tych farbek!

Okazało się, że farbki, które mi przysłali pocztą z allegro, nie nadawały się do tortu, były one w proszku, a ja potrzebowałam bezzapachowych, w cieczy. Przypadkiem w sklepie spotkałam koleżankę i mówiąc jej o tym numerze z farbkami, ona pokazała mi właściwe do wypieków, kupiłam je, łudząc się jeszcze, że może choć krem taki kolorowy do ozdobienia tortu zrobię...

 

Farbki te były ok, nie śmierdziały, z czerwonego wyszedł róż, więc wpadło mi do głowy, że może trzasnę na środku tortu, jakiś uroczy rysunek Kubusiowy, córka podchwyciła ten temat i przygotowała odpowiedni rysunek, później pomagała mi przenieść go na krem, było z tym trochę zabawy, ale efekt końcowy był dość sympatyczny! :-) Do tego truskawki, dodatkowo podkreśliły te wszystkie kolory i smak kremu.

Oczywiście można było narysować tam same trzy kolorowe kwiatki i też było by to fajnie, bo zrobione przez nas same, ale skoro miałyśmy ten cudowny róż, świnka musiała też być!

 

 

Kolorowy tort kłikowy.jpg

 

Dla tych co nie mieli okazji jeszcze mnie czytać w jakimś takim moim kremowym artykule dodam, że każde moje ciasto biszkoptowe staram się robić z tą niezwykłą w smaku masą kłikową, a jak i z czego się ją robi? Tu odesłanie: MASA KŁIKOWA.  Jest ona kwaśno słodka, zrobiona z 2 duzych kwaśnych śmietan 18 procentowych, 1 śmietany 30 procent, 3 oranżadek pomarańczowych albo cytrynowych musujących w proszku i 2 bitych śmietan również w proszku. Szybki, prosty sposób na cudowny nie słodki krem, miksowanie tego razem trwa raptem 5 minut.

 

Co się zaś tyczy tych tortowych przyrządów :-), potrzebne do tego koniecznie jest zakupienie:

Pisaka dekoracyjnego (szprycy) ( koszt około 20 złotych), nim robiłyśmy te rysunki i napis oraz

TYLKI 15 mm (koszt około 10 złotych) i torebki cukierniczej wielokrotnego użytku (koszt około 20 złotych).

Nie mogę teraz znaleźć podobnych farbek, z których ja robiłam, bo kupiłam je w sieci delikatesów,  ale podam link do rożnych farbek jadalnych, jaki znalazłam w sieci i wydaje mi się z dość dużą ofertą do takich kreatywnych zabaw.  BARWNIKI JADALNE 

 

W zasadzie to wszystko, ja do tych barwników stosowałam inny krem, bałam się, że krem kłikowy może mi spadać z tortu, więc polecam Wam również robić podobnie, w środek biszkopta i na wierzch kładziemy krem kłikowy, a te kolorowe motywy robimy z kremu tortowego, jest cholernie słodki ale na te obrazki nie zaszkodzi, można go kupić w proszku, miksuje się go tylko z niecałymi 2 szklankami mleka, najlepiej do tego kremu dodać dodatkowo trochę tej oranżadki musującej w proszku, tej samej co się daje do kremu kłikowego, jeśli ktoś nie może jej nigdzie kupić to trochę kwasku cytrynowego też może być, ale odrobinka, nie będzie on wtedy taki słodki no i oczywiście jakiś barwnik.

Ja robiłam to tak, że masę z dwóch takich torebek zmiksowanych kremu tortowego, rozdzielałam do czterech małych miseczek i barwniki mieszałam w nich łyżką.

Teraz stwierdzam, że warto było walczyć o te kolory ,efekt końcowy fajny, a co najważniejsze tort był nie tylko jedyny w swoim rodzaju i kolorowy :-), ale przede wszystkim przepyszny! Już wiem, że teraz częściej będę bawić się z tymi farbkami, nie tylko na słodko. O np majonez do jajek sobie zrobię kolorowy? :-) Ale to już raczej na Święta Wielkanocne... :-)

 

 

kolorowy tort kłikowy 2.jpg

 

 

Niestety tylko jedna chmura i słoneczko zostało po imprezie urodzinowej... :-) Talerze wszystkie zbierałam puste, więc myślę, że dla każdego było nie tyle dobre, co bardzo dobre! :-)

 

tort bajkowy kłikowy.jpg

 

 

Pozdrawiam i życzę innym wesołej z tortami zabawy!

 

 

 

 

Skocz do poprzedniego artykułu:

JAKA JEST WIEDZA POLAKÓW DOTYCZĄCA ANTYKONCEPCJI

 

Skocz do podobnych atrakcyjnych smakowo artykułów:

SYLWESTROWA DELICJA - ULUBIENICA DZIADKA LEONA

 

KŁIK- NIESPOTYKANE CIASTO URODZINOWE, KTÓRE CZARUJE SWOIM SMAKIEM!

 

 

 

Kontakt:

minawetp@wp.pl


Podziel się
oceń
8
1

komentarze (12) | dodaj komentarz

JAKA JEST WIEDZA POLAKÓW DOTYCZĄCA ANTYKONCEPCJI

środa, 12 lutego 2014 11:32

 

dlaczego prezerwatywa jest tak ważną metoda antykoncepcyjna.jpg

 

Całkiem niedawno próbowałam dokształcić się w temacie antykoncepcji, nie wszystko dla mnie samej było tak oczywiste i pewne, wertowałam informacje na ten temat pisząc artykuł o nastoletnich matkach, bojąc się, że jeśli nie będę w tym kompetentna, to nie ustrzegę przed tym swoje dzieci. Dzięki temu poznałam wszystkie metody i te innowacyjne zabezpieczeń i przyznam, że nie o wszystkich wiedziałam a już tym bardziej na czym konkretnie i szczegółowo polegają, w trakcie tego  zauważyłam jedną rzecz, że wiele jest niespójności w informacjach jakie podaje Internet, choćby na temat preejakulatu.

Okazuje się“, że w Wikipedii przy antykoncepcji w metodach innych tj. stosunku przerywanym, nie jest uzupełniony pewien zapis, dość istotny zapis dotyczący antykoncepcji.

 

 

Żeby nie pewien komentarz pod moim artykułem : "METODY ANTYKONCEPCJI" ,to bym do tego się nie dokopała.

 

Sami o tym przeczytajcie...

Pewien mężczyzna dochodził, jak to jest tak naprawdę z tym prejakulatem, jeśli ktoś nie wie co to jest, to informuję, zaznaczając przy tym, że to moje tłumaczenie tego nie książkowe że preejakulat-  to pewien płyn, śluz, który może, ale nie musi wydobywać się z członka mężczyzny przed samym stosunkiem, barwę ma przeważnie przeźroczystą, a co o tym wiedzą lekarze ginekolodzy i czy ich informacje są takie same, posłużę się wypowiedzią tego chłopaka, który pytał o to kilku lekarzy, ginekologów.

 Oto jego historia:

 

"Temat zakładam dla zaczerpnięcia informacji, a może ich udostępnienia? Mianowicie nie tak dawno, bo miesiąc temu uprawiałem sex z dziewczyną bez zabezpieczenia w jej dni płodne ( bodajże to był 14 dzień cyklu ) tak, że dziewczyna była idealnie przygotowana do zajścia w ciąże. Oczywiście wydzielił się preejakulat a z nim moje obawy co do konsekwencji, jakie może on nieść. I tu zaczyna się moja droga.

 

Los tak chciał, że mam znajomych lekarzy, farmaceutów, genetyków i ginekologów. Zacząłem odnawiać swoje znajomości, odwiedzając ich po kolei. Moje pytanie było jedno : Czy jest możliwość w takim przypadku zajścia w ciążę? I zaczęła się lawina.

 

Należy zacząć od tego, że ludzie starają się latami o dziecko i nie mogą dostać tego czego chcą. Z drugiej strony wystarczy tylko jeden plemnik, który " załatwi sprawę ". Jednakże, gdy tak chodziłem od jednego znajomego do drugiego, słyszałem inne wersje.

 

Jeden twierdził, że środowisko kwasowe pochwy dosłownie zjada plemniki i nie ma możliwości ich dojścia do celu. 

 

Drugi, że bariera śluzu jest bardzo trudna do przejścia przez plemniki ze spermy, a co dopiero te z preejakulatu, których liczebność jest zdziesiątkowana.

 

Trzeci twierdził, iż plemniki z tego śluzu są bardzo słabe, niedorozwinięte, pozbawione aparatu ruchu, nie zdolne do przeżycia w pochwie.

 

Czwarty zaś, że tych plemników w ogóle nie ma, ponieważ preejakulat jest produkowany przez jakiś tam aparat i nie służy do rozmnażania, lecz do czyszczenia i nawilżania dróg płciowych.

 

Piąty twierdził, że mogą być "zabrane" z dróg, jeśli wcześniej nastąpił wytrysk a zbliża się kolejny.

 

Nasłuchałem się tego i już sam nie wiedziałem co myśleć.

Skończyło się tym, że dziewczyna dostała okresu i wszystko wróciło do normy. Jak widać ludzie wykształceni po studiach mieli własne, różne odpowiedzi do mojego pytania.

 

Do czego zmierzam. W moim przypadku preejakulatu było bardzo dużo i zbliżenie seksualne trwało długo, tak że gdyby miała być w ciąży, to by była.

W dodatku przed zbliżeniem odbyłem jeszcze jedną godzinę przed, więc praktycznie powinno ich być bardzo dużo. Oczywiście ryzyko pozostaje zawsze, i pewnie miałem dużo szczęścia.

Tym wpisem jednak zmierzam do tego, by nie panikować zbytnio i nie brać się za rzeczy, o których się nie ma pojęcia, by później nie obgryzać paznokci z nerwów i nie sypiać po nocach. Oczywiście możecie wierzyć w to co napisałem, lub nie, jednak do końca nie wiadomo jak z tym preejakulatem jest."

 

Oczywiście ze względu na znaleziony ten tekst, odszukałam również info o przeprowadzonych najświeższych badań w tej sprawie. 

http://informahealthcare.com/doi/abs/10.3109/14647273.2010.520798

tłumacząc ten zapis i czerpiąc informację z Wikipedii,

 

wychodzi na to że opublikowane wyniki badań klinicznych z 2011 r. przeprowadzone na małych grupach mężczyzn wskazują, że preejakulat może zawierać znaczne ilości żywych i ruchliwych plemników. Wcześniejsze badania  nie stwierdzały obecności plemników w preejakulacie lub stwierdzały bardzo małe ich ilości, do tego o upośledzonej ruchliwości, a także plemniki martwe.

Wykazano również, że preejakulat może zawierać limfocyty CD4 i makrofagi zatem może być w nim obecny wirus HIV powodujący ryzyko zakażenia HiV.

 

Informuje również iż w Wikipedii przy antykoncepcji jest nieaktualny zapis, który mówi, że ostatnie badania wykazują, że preejakulat nie zawiera plemników, chyba, że pozostały one w penisie z poprzedniego wytrysku, po którym mężczyzna nie oddawał moczu. Wikipedia przy antykoncepcji nie została  zmodyfikowana o te badania z 2011 r., więc może to wprowadzać w błąd wszystkich szukających tych informacji.

 

 

Dodatkowo do tematu dorzucam: 

 

 Jak ważne jest używanie prezerwatyw przez nastolatków i w przypadkowych kontaktach seksualnych:

 

 

 

 

 

Ważny artykuł:

DLACZEGO DOCHODZI DO TEGO, ŻE NASTOLATKI RODZĄ DZIECI? - EDUKACJA SEKSUALNA

 

Skocz do poprzedniego artykułu:

CZYM KIEDYŚ RODZICE STRASZYLI NASTOLATKÓW ORAZ TEST KOMPETENCYJNY OBECNYCH RODZICÓW

 

Pokrewne artykuły:

SKĄD BIERZE SIĘ SPERMA I OD CZEGO ZALEŻY JEJ ILOŚĆ

 

CAŁA PRAWDA O PRZYRZĄDZIE MĘSKOŚCI

 

Skocz do artykułów z serii:

SEKSUALNE

 

Skocz do artykułów z serii:

CIEKAWOSTKI

 

 

 

Kontakt:

minawetp@wp.pl


Podziel się
oceń
11
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

CZYM KIEDYŚ RODZICE STRASZYLI NASTOLATKÓW ORAZ TEST KOMPETENCYJNY OBECNYCH RODZICÓW

wtorek, 11 lutego 2014 13:52

Środowisko rodzinne to proces kształtowania się i rozwoju każdej istoty ludzkiej, to miejsce narodzin, poznania, zaspokajania potrzeb zarówno psychologicznych, jak i fizjologicznych człowieka, to siła budowania charakteru, to ciepło i bezpieczeństwo - przynajmniej tak powinno być, lecz czy jest?

 

CZYM KIEDYŚ STRASZONO NASTOLATKÓW.jpg

 

Wiadomo, że wychowywanie dzieci nie jest najprostszą rzeczą w życiu, a im dzieci starsze, tym trudniej rodzicom do nich właściwie dotrzeć, porozumieć się, wiek nastolatka nastraja jego do buntu, do pokazania całemu światu, że mam on już wiele do powiedzenia, wie co robić, jak, i że nie jest głupi.

 

 

Jak kiedyś wyglądała rozmowa rodziców z nastolatką, która nabroiła.

 

 

 

W jaki sposób dawniej broiły dzieci?

 

 

 

Czym straszono kiedyś dzieci, aby się słuchały.

 

 

 

Oczywiście urywki z filmu "Czterdziestolatek", wklejone do tego artykułu, są tylko symbolem, przedstawieniem sytuacji rodzinnych, jakie panowały kiedyś w rodzinie w relacji nastolatek-rodzic, ale mnie one pokusiły do większego zastanowienia, jak to z tym dzisiaj jest?

 

Dzisiejsze metody wychowywania dzieci nie opierają się na strachu, a przynajmniej nie powinny, dzisiejsze metody to rozmowa, a raczej wielokrotne rozmowy, spokojne tłumaczenie, karanie i nagradzanie, nie straszenie, lecz czy każdemu rodzicu starcza na to siły?

 

Jedno jest pewne: Wychowanie dziecka to jest oczywiście bardzo długi okres, z której z jednej strony rodzice muszą być niezwykle pomysłowi i twórczy, a z drugiej strony wytrwali i być może oni sami popełnią nie raz błąd. 

Jak mówią Psychologowie: - Najważniejsze w wychowywaniu dziecka jest to, abyśmy wszyscy z błędów wyciągali wnioski, żebyśmy byli bardzo uważni, żebyśmy widzieli nasze dzieci, słyszeli co do nas mówią, oraz żebyśmy mieli świadomość, że małe dzieci nie mają jeszcze takich kompetencji, jak my dorośli, że one tak naprawdę wszystkiego się uczą od początku, przez cały czas. My dorośli natomiast musimy być przytomni, świadomi z życzliwością, musimy wspierali swoje dzieci w procesie uczenia się przez nich świata i samych siebie.

 

 

 

Znalazłam w sieci taki mini test dla rodzica, może ktoś z Was ma ochotę  sprawdzić swoje kompetencje wychowawcze?

 

Raport poziomu kompetencji wychowawczych polskich rodziców, oparty na Realizacji badań Millward Brown SMG/KRC z 38 pytaniami skierowanymi do rodziców, wykazał iż:

Tylko 8 % rodziców biorących udział w tym badaniu zaliczyło ten test dobrze.

17 % nie zaliczyło testu kompetencyjnego.

41 % uzyskało zaledwie ocenę mierną.

 

Wyniki wskazują również, że rodzice nie potrafią odpowiednio chwalić dzieci, że w obliczu konkretnej sytuacji często rodzicom brakuje pomysłów na dobre, pomocne zachowania, 71 % rodziców, w sytuacji zmęczenia, na pilną prośbę dziecka o uwagę odpowiedziałoby, że potrzebuje najpierw trochę czasu na odpoczynek, ale że jest w nich jednak chęć i gotowość do rozmowy.

 

 

Reasumując: Badania pokazują, jak mało rodziców jest w pełni kompetentnych w wychowaniu swoich dzieci, jak wielu jest bezsilnych i nie wie jak czasem postąpić, jak wielki jest to problem wychowawczy!

 

 

MINI TEST KOMPETENCJI WYCHOWAWCZYCH

 

 C:\fakepath\test kompetencji rodzicĂłw.jpg

 

 

 

Skocz do ciekawych artykułów z tej serii:

DZIECKO UZALEŻNIONE OD KASY

 

DLACZEGO NASTOLATKI RODZĄ DZIECI

 

CZEGO POWINNA NAUCZYĆ MATKA, CÓRKĘ?

 

Skocz do artykułów z kategorii: DZIECKO

 

 

 

 

 

Kontakt:

minawetp@wp.pl

 

 

 

 


Podziel się
oceń
13
2

komentarze (9) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 22 września 2017

Licznik odwiedzin:  3 326 007  

O moim bloogu

Zbyt dużo, by pisać! :-) Zbyt mało, by dokładnie określić ;-) Choć jedno Wam powiem. Moje artykuły, prace, szkice, projekty, filmiki powstają pod wpływem różnych myśli i są kolejnym doświadczeniem...

więcej...

Zbyt dużo, by pisać! :-) Zbyt mało, by dokładnie określić ;-) Choć jedno Wam powiem. Moje artykuły, prace, szkice, projekty, filmiki powstają pod wpływem różnych myśli i są kolejnym doświadczeniem mojego życia. Wszystkie są pewnym przekazem mnie samej, albo powstały by po prostu istnieć! Do wpisów serdecznie zapraszam.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 3326007

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

...TWÓRCZE OPOWIADANIA

...ZBIORY TWORÓW MOJEGO AUTORSTWA

AUDIOBOOKI MINA WETP

BLOG KONKURS

BLOG ROKU 2012

FILMY PRODUKCJI MINA WETP

Korzystam

MOJE WIERSZE NA MP3

NAJCIEKAWSZE ARTYKUŁY

NOWE ARTYKUŁY

Odwiedzane

POMOC INNYM

Powiązane bloogi

ULUBIONE ARTYKUŁY INNYCH

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:


Darmowe fotoblogi